Czarne liście

    Jeśli książki to świat, który sobie człowiek wybiera, to ja na na wakacyjny wyjazd wybrałam sobie światy rozmaite, pełne zbrodni, zagadek z przeszłości, uczuć wszelakich
i anegdot „z wysokości”. Czytam bowiem „Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u” Anny Sulińskiej, „Okularnik” Katarzyny Bondy i „Czarne liście” Mai Wolny.

   Ta ostatnia sprawiła, że razem z Weroniką Czerny, bohaterką książki, odczuwam jej strach, jej przerażenie, gdy ginie bez śladu jej dziesięcioletnia córka Laura. I ten stan strachu i bezradności, który mógł towarzyszyć tym, którzy 70 lat temu uczestniczyli w pogromie na ulicach Kielc i jako ofiary, i jako kaci. Narastająca atmosfera napięcia, zgrozy, teorii spiskowych i rozpracowywania potencjalnych podejrzanych – czy Laura zniknęła, bo została porwana (okup, zemsta, pedofil?). Jeśli zemsta to za co? A nieudane przedsięwzięcia gospodarcze czy prowokacja wymierzona przeciwko Żydom?

IMG_20160808_111342

   „Czarne liście” Mai Wolny to ubrana w formę thrillera rozprawa nad demonami dręczącymi nasz naród i tymi, które drzemią w nie jednej rodzinie. Tłem są tragiczne wydarzenia z 4 lipca 1946 roku, gdy doszło do tzw. pogromu kieleckiego. Mieszkańcy miasta dopuścili się okrutnej zbrodni na ludności żydowskiej a powodem (czy pretekstem ?) do wybuchu tej ogromnej nienawiści była plotka o porwaniu 8-letniego Polaka i mordzie rytualnym. Kilkadziesiąt lat później, 4 lipca 2011 roku, znika córka kobiety, która od lat zajmuje się trudną tematyką stosunków polsko-żydowskich, głównie podczas wojny i w środowiskach wiejskich.

   Maja Wolny świetnie nakreśla kontekst historyczny i to, jak dziś radzimy sobie (albo nie) z kwestią winy, odpowiedzialności. Poprzez opowieści dwóch bohaterek z dwóch różnych planów czasowych wchodzimy w historię sprzed lat i sprzed chwili.

   Julia Pirrotte, pochodząca z żydowskiej rodziny przedwojenna komunistka to postać autentyczna, w której życie z kart historii autorka tchnęła odrobinę życia wykreowanego. Julia jest świadkiem i rejestratorką historii, najbardziej tragicznych wydarzeń XX wieku. W łagrach umiera jej mąż i brat, siostra została zakatowana. Po wojnie wraca do Polski, jest uznanym fotografem, pracuje m.in. dla „Żołnierza Polskiego”. Gazeta wysyła ją w lipcu 1946 roku do Kielc, żeby zrobiła reportaż z tragicznych wydarzeń. Julia uwiecznia na kliszy fotograficznej ofiary pogromu i miejsca z nim związane. Jej zdjęcia w większości zostały odrzucone przez cenzurę, ale trafiły do dokumentacji międzynarodowej, można jej zresztą dziś znaleźć w internecie. Nie straciły nic ze swojej tragicznej wymowy.

   Weronika Czerny jest z kolei strażniczką pamięci, osobą, która walczy o prawdę historyczną, oddanie sprawiedliwości tym, którzy w czasie wojny pomagali Żydom ale i tym, którzy stali się ofiarami zbrodni popełnianych przez Polaków. Stosunki polsko-żydowskie na polskiej wsi to główny temat jej pracy naukowej. Jest idealistką, wierzy, że nadszedł czas na wyprostowanie pamięci, na „(…) zmianę pokoleniową. Moi studenci są inni: ci młodzi ludzie chłoną również i tę wiedzę, która jest ciężka do udźwignięcia. Urodzili się już w wolnej Polsce (…) To ciekawi świata idealiści (…) Pod moim kierunkiem przeszukują wiejskie archiwa, pamiętniki proboszczów, przeprowadzają rozmowy z najstarszymi mieszkańcami rodzinnych miejscowości. Wysyłam ich, swoich małych zwiadowców, w najodleglejsze zakątki kraju. Czasami trafiają na ciekawe materiały. Takie jak list żydowskiej matki dziękującej chłopom za przechowywanie jej synka w schowku pod chlewem (…) Okruchy wdzięczności, o których chętnie się pamięta. Czasem znajdujemy ślady przemocy. Najczęściej są one wydobywane z pamięci, przywoływane wyrzutem sumienia, gniewem Bolesne historie z drugiej, rzadko z pierwszej ręki. Skłóceni synowie ujawniający prawdę o ojcu wywożącym na saneczkach żydowskie dzieci w las”.

  Autorka „Czarnych liści” zręcznie wplata w swą opowieść wątki historyczne. To dobra robota literacka, bo stanowią nierozerwalną część fabuły, a nie dydaktyczną pogadankę. I to jest wielka siła tej książki. Zrozpaczona matka szukająca zaginionego dziecka, odsłaniająca stopniowo przed czytelnikiem tajemnice rodzinne. A jednocześnie książka Mai Wolny jest powieściowym komentarzem do współczesnego, coraz bardziej radykalnego postrzegania zdarzeń przeszłości – albo w myśl wykoślawionego patriotyzmu, albo ze strachem przed prawdą. Ostatnie wypowiedzi polityków pytanych o zbrodnię w Kielcach i Jedwabnem są tego gorzką puentą. Dlatego tak ważna jest książka „Czarne liście”. Toczymy bowiem nieustanną walkę z przeszłością – w sercach, pamięci, ustami demagogów, polityków, historyków, naszych przodków i nas samych. Co z tej walki wynika? Agresja i głoszenie jedynie słusznej prawdy? Dyskusje, zrozumienie, dialog? Przebaczenie sobie i innym? Zadośćuczynienie, pokora i wiara, że prawda, wbrew pozorom, może przynieść ukojenie? Czy raczej przekonanie, że tylko buta, pycha i pogarda dla innych jest naszą siłą? A może najłatwiej o tym nie myśleć, nie mówić, nie pisać?

„Nie trzeba było o tym myśleć (…) Te wydarzenia z czterdziestego szóstego wydawały się zbyt odległe. Bardziej odległe od wojny, od legionów Piłsudskiego, może nawet od zaborów. Inne bolesne daty z historii były przywoływane w filmach, w piosenkach, dzieci uczyły się o nich w szkole. Ale ta smutna lipcowa data z Kielc została pogrzebana dawno temu, przykryta piaskiem. Ze wstydu i strachu.”

   Trzeba pokazać historię tak, by ją zrozumieć, oswoić, przestać się jej bać i uwierzyć, że nazwanie rzeczy po imieniu może zaboleć, ale na dłuższą metę przynosi ukojenie, wyzwolenie. Pozwala oswoić demony przeszłości: własnej czy narodowej.

„Wszyscy dzielimy historię swojego miasta i nikt nie ma prawa wyciągać karzącej dłoni na innych, bo każdy nosi w sobie po kawałeczku nie tyle winy, ile pamięci o tych wydarzeniach”.

Maja Wolny, Czarne liście, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2016.

Książkę kupicie m.in. w https://www.facebook.com/czerwonyatrament/

Reklamy