Klara z Krakowa, niepokorna, niezależna, buntowniczka

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Stylowe powieści Agnieszki Wojdowicz zasłużyły na wyciągnięcie porcelany po Babci :):):)

*********************************************************************************************************************************************

Agnieszka Wojdowicz „Niepokorne. Klara”, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2015

Zanim zacznę pisać o drugiej książce z cyklu „Niepokorne…”, od razu odsyłam  na blog autorki http://czas-bezpowrotnie-miniony.blogspot.com/. To miejsce bardzo klimatyczne, dzięki  któremu można uzupełnić sobie obraz wykreowany na łamach powieści o trzech pięknych, mądrych, niepokornych dziewczynach, którym przyszło żyć na przełomie XIX i XX wieku w konserwatywnym Krakowie ale i wyzwolonym Krakowie.

Agnieszka Wojdowicz, znana wcześniej z serii fantastycznych książek dla młodzieży (cykl „Strażnicy Nirgali”), w ubiegłym roku zapoczątkowała 3- tomową opowieść o kobietach, o mieście, o miłości szczęśliwej i zawiedzionej, takiej, co uskrzydla, i takiej która spycha w otchłań rozpaczy. Ale to nie wszystko, bo książki Agnieszki Wojdowicz są także barwnym zapisem zmian, jakie zaczęły zachodzić w społeczeństwie, i różnic na tym tle pomiędzy ziemiami polskimi w poszczególnych zaborach a np. Wiedniem czy Berlinem.

Bohaterką pierwszej powieści z cyklu „Niepokorne…” była Eliza, pochodząca z Kongresówki studentka farmacji. Bohaterką drugiej jest Klara, wojująca feministka, bohaterką trzeciej będzie Judyta, Żydówka z Galicji, artystka i projektantka tkanin.

To, co znakomicie udało się autorce, to stworzenie wiarygodnego portretu epoki i zmian, jakie następują, zwłaszcza wśród młodzieży i tzw. kół postępowych i na szczęście nie jest to „twór” suchy, encyklopedyczny, nie po to, by się popisać znajomością ówczesnej topografii miasta. Kraków, Lwów, Wiedeń z kart powieści Agnieszki Wojdowicz tętni życiem dzięki bohaterkom. One w sposób naturalny są częścią tych czasów, zdarzeń. Nie funkcjonują tylko jak papierowe figurki wstawione w makietę miasta.

„Niepokorne…” to trylogia o niezwykłych kobietach, które wbrew narzuconej im przez płeć i wieki tradycji roli, spełniają swoje marzenia kosztem trudnych kompromisów, często płacą za to wysoką cenę.

O „Elizie” pisałam blisko rok temu tu :

https://poczytajprzeczytaj.wordpress.com/2014/08/14/niepokorne-pelne-zycia-i-pasji/

„Klara” jest przede wszystkim opowieścią o tym, jak młode bohaterki zaczynają „dojrzewać”. Wszystkie pochodzą z tzw. „dobrych domów”, wszystkie „wyrywają” się z nich, a tym samym z krępujących je więzów. Wchodzą w dorosłość, w samodzielność, muszą podejmować decyzje, które będą miały wpływ na całe ich życie.

Każda z bohaterek inną kreską jest malowana.

Eliza jest subtelna, delikatna, w błękitach, pastelach – to jej kolory. Ale Eliza jest twarda, konsekwentna, dąży do zdobycia wykształcenia w czasach, gdy uważano to za fanaberie, a kobiety mogły, co prawda, uczyć się, ale stosownych uprawnień i tytułów już nie otrzymywały, mimo, że zdolniejsze były od mężczyzn. Eliza się nie poddaje, jest ambitna, i uparta : „Wierzę, że zasada, by wchodzić oknem tam, gdzie nie wpuszczają drzwiami, czasem bywa skuteczna” – mówi do Klary. I ma rację 🙂 Również w walce o prawo do miłości jest konsekwentna – nawet za cenę odtrącenia przez rodzinę.

Judyta – najmocniejsza postać, o najciemniejszej barwie. Żydówka z Galicji, artystka, która nie może kształcić swojego talentu, bo jest kobietą. Życie jej nie rozpieszcza a mimo to podnosi się coraz silniejsza, choć wyciszona i ostrożna.

„Zachowuję ostrożność i więcej we mnie wyrachowania niż przed rokiem, bo nie jestem niewinnym i potulnym dziewczątkiem, a życie nauczyło mnie, by ufać tylko sobie. Ma to dobre strony. Dla mężczyzn, którzy mnie teraz otaczają, jestem bardziej człowiekiem niż materiałem na kochankę albo żonę” – mówi Judyta do przyjaciółki, szczęśliwie zakochanej Elizy. Mężczyzna, który w Wiedniu zakocha się w Judycie, dostrzeże w niej uczucie osamotnienia połączone ze starannie skrywaną desperacją.

Mam wrażenie, że Judyta to ulubiona postać autorki. Niewątpliwie jest najciekawsza, najbarwniejsza, niejednowymiarowa. Z niecierpliwością więc czekam na 3 tom, gdzie Judyta będzie postacią główną. W tomie drugim obserwujemy ją, jak próbuje poukładać sobie swoje połamane życie. Jest w Wiedniu, gdzie pracuje, tworzy, flirtuje, uczy się jeździć na bicyklu i wkracza w świat bohemy artystycznej. To Wiedeń secesyjny, Justyna poznaje m.in. Gustava Klimta, przygotowuje swoje projekty i batiki na tworzoną własnie wystawę secesjonistów.

A w tym czasie w Krakowie i Lwowie Klara Stojnowska, córka profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, angażuje się w pierwszy na ziemiach polskich bunt robotnic w fabryce cygar. Klarę widzę przede wszystkim w kolorze czerwonym, nie tylko ze względu na okładkę według projektu Katarzyny Borkowskiej. Czerwony jest mocny, ognisty, zdecydowany – tak jak temperament Klary. Wyróżnia ją z tłumu, spośród rówieśników, w grupie społecznej, w rodzinie. Ona wszystko robi głośno. Jest bezpośrednia, odważna w głoszeniu poglądów. Już w tomie pierwszym Agnieszka Wojdowicz tak ją charakteryzowała :

„Klara nie była sufrażystką ani anarchistką, choć przeważnie nie liczyła się ze słowami, pozwalając sobie na więcej, niż w konserwatywnym Krakowie mogli znieść kołtuńscy mieszczanie” – dlatego też z oburzeniem reaguje na twierdzenia, że sensem życia kobiety powinien być dom rodzinny. Ale … mimo jej zdecydowanych poglądów i pozornej niezależności, nie ucieknie przed miłością, choć ta przysporzy jej wiele bólu, rozczarowania i popchnie w związek bez miłości, takie uczucie „zamiast”.

Czasami Klara w swej popędliwości i zatwardziałości sprawia wrażenie, że robi wszystko w kontrze do innych, mniej postępowych, niż ona. Ze skromnej, cichej pensjonarki wyrosła pyskata panna, broniąca swych poglądów, czasami nawet wbrew sobie 🙂

To zaledwie rok studiów w Berlinie otworzył jej oczy „na nieskończone możliwości, uświadamiając jednocześnie naukowe i obyczajowe zapóźnienie Galicji”. Wcześniej, tuż po maturze, jej brata zrozumiała ze zgozą , że „choćby talentem przewyższała brata, z powodu jej płci w żadnej wyższej uczelni krakowskiej nie ma dla niej miejsca”. Rok 1894 to był czas, kiedy pozwolono pierwszym kobietom  na rozpoczęcie studiów farmaceutycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zostały one przyjęte jako hospitantki, bez prawa zdawania egzaminów i rygorów uniwersyteckich.

„Przyjęcie pierwszych kobiet na studia uniwersyteckie było ukoronowaniem przeszło trzydziestoletniej walki o prawo do nauki, wykształcenia, zdobycia zawodu i niezależności materialnej. Były to i są nadal fundamentalne zasady ruchu feministycznego na całym świecie” – pisze Zofia Sokół w artykule „Walka kobiet o wstęp na uniwersytety w Polsce”.

W serii „Niepokorne…” Agnieszka Wojdowicz pokazuję tę nierówność i niesprawiedliwość w dostępie do nauki i tytułów po studiach, a nawet prawa wykonywania zawodu m.in. na przykładzie Elizy-farmaceutki, Klary-dziennikarki i Judyty-malarki. Podczas gdy Eliza i Judyta walczą przede wszystkim o siebie, Klara chce zbawić cały świat i rozwalić istniejący porządek rzeczy. Ona świetnie się czuje, gdy ma powody do buntu, gdy przeciwstawia się ojcu, szanowanemu profesorowi. Działa czasami jak dziecko, które „na złość mamie odmrozi sobie uszy”, bo nawet, gdy jawnie występuje przeciw mieszczańskim poglądom rodziców, to gdzieś w niej jest poczucie, że nie do końca, nie we wszystkim ma rację, ale i tak buntuje się, dla zasady. Buntuje się przeciwko wychowaniu, jakie otrzymała i pozycji swych rodziców a jednocześnie zachłystuje się wolnością, którą jej dali. Najpierw rok studiów w wyzwolonym obyczajowo Berlinie, przerwanych przez chorobę, potem samodzielne mieszkanie w wynajętym mieszkaniu. Klara pali, zakłada melonik i krawat, chadza na spotkania socjalistów i innych „wywrotowców” a mimo to uważa się za ofiarę zacofanego, kołtuńskiego miasta i zwyczajów. I dlatego czasami jest dla mnie postacią mało wiarygodną. Nie żebym nie ufała autorce i stworzonej przez nią postaci. Nie ufam Klarze, jako wojowniczce. Jej determinacja w walce o niezależność swoją i innych jest czasem zwykłym dziecinnym uporem – iść zawsze pod prąd przyjętym zasadom, nie licząc się z ludźmi, bo skandal jest tym, co ją napędza do dalszej pracy. Gdy ma się przeciw czemu buntować, czuje się świetnie, natomiast całkowicie nie radzi sobie w zwykłych sytuacjach, z uczuciami takimi jak smutek, żałoba, miłość. Staje wobec nich bezradna a swoją niemoc, bezsilność, tuszuje kolejnym buntem.

Klara jako postać jest bardzo ważna dla konstrukcji całej trylogii, bo na jej przykładzie najbardziej widać, jak bardzo zmieniała się sytuacja społeczna nie tylko w Krakowie ale i innych ziemiach pod zaborami. Klara dyskutuje z jednym z przywódców socjalistów, przybyszem z Warszawy, o tym jak działali w Kongresówce, jak działają w Galicji, jakie są ich wizje walki o wolność, niepodległość. Klara jest dziennikarką i stara się pisać to, co jej serce i rozum podpowiadają, co burzy jej krew :

„o strajku w fabryce cygar, kilkakrotnie o współczesnym feminizmie i ruchu emancypacyjnym, o kwestii dostępu kobiet do wyższych uczelni oraz pracy zawodowej”, a także o kinematografie, automobilach, agituje w sprawie praw wyborczych dla kobiet.

Bunt Klary często pada na podatny grunt kołtuństwa i zacofania :

„ (…) Gorset to przeżytek – wtrąciła Klara – ja już go dawno nie noszę.

Wacia pokraśniała.

– Jak to tak …bez gorsetu ? – spytała.

– Świat nie stoi w miejscu, zmienia się nieustannie, żeby ludziom było lżej i przyjemniej, a strój kobiety wciąż niczym spiżowa zbroja – podsumowała Kazia.

Wuj Owsiński otarł serwetką lśniące usta.

– A wy nic, tylko postęp i postęp ! – mruknął.- Oby wam nie stanął kością w gardle. W radzie miejskiej na ten przykład usiłują przeforsować ustawę o wodociągach. A ja się pytam, po co to komu i kogo na to stać ? (…) Zresztą Bogiem a prawdą postęp to brat rodzony katastrofy. Weźmy chociażby kolej żelazną!”…

I o tym także są znakomite książki Agnieszki Wojdowicz. O tym, jak zmieniały się miasta i mieszczanie. Kraków został sportretowany nie jak miasto ze starej pocztówki, tylko żywy organizm, tętniący kopytami koni ciągnących dryndy albo rozbrzmiewający klaksonami pojedynczych automobili. Gdy wraz z bohaterkami przemieszczamy się wąskimi uliczkami Starego Rynku, to niemal możemy przyjrzeć się wystawom sklepów albo poczuć smak kefiru, który lepiej orzeźwia niż lody, a który niemal codziennie Klara i Eliza piją w mleczarni Eweliny Dobrzyńskiej na Plantach.

Podobnie się dzieje, gdy akcja przenosi się do secesyjnego, tętniącego życiem secesyjnego, artystycznego Wiednia. Zresztą, co ja Wam będę opowiadać. Sięgnijcie koniecznie po książki Agnieszki Wojdowicz „Niepokorne: Eliza”, „Klara” i czekajcie później na „Judytę”. Czuję, że to będzie prawdziwy deser na zakończenie trylogii.

Reklamy