Dobry kryminał Puzyńskiej, słaba powieść obyczajowa Bulicz-Kasprzak

Dziś dwie książki od wydawnictwa Prószyński i s-ka : „Trzydziesta pierwsza” i „Dom na skraju”.

Trzydziesta.pierwsza          Dom.na.skraju

Katarzyna Puzyńska, przez jednych nazywana polską Camillą Lackberg, przez innych Agathą Christie znad Wisły, powróciła właśnie z trzecią częścią sagi o policjantach z Lipowa, książką „Trzydziesta pierwsza”. O wcześniejszych książkach Puzyńskiej pisałam tu :

https://poczytajprzeczytaj.wordpress.com/2014/10/07/woman-in-red-czyli-wiecej-czerwieni/

W najnowszej powieści Lipowo po raz kolejny jawi się jako miejsce wcale nie ciche i senne, tylko arena tajemnic, zbrodni, spraw przemilczanych, ale tym razem zamieszane są w to również rodziny policjantów : młodszego aspiranta Daniela Podgórskiego i jego kolegi młodszego aspiranta Pawła Kamińskiego. To ich ojcowie przed laty zginęli w pożarze, próbując uratować młoda policjantkę. Sprawca podpalenia, przez wszystkich we wsi traktowany jako morderca, właśnie wychodzi na wolność i wraca do rodzinnego domu. Czy więzień numer 1126 znów namiesza w pozornie spokojnej osadzie ? Czy jego powrót będzie kolejnym „dolaniem benzyny do ognia” ?

Jak zwykle okładka książki Katarzyny Puzyńskiej do cyklu o policjantach to wartość dodana. Za ich projekt odpowiada Mariusz Banachowicz i zasługuje na najwyższe uznanie. Stawia na minimalizm z wyraźnymi akcentami graficznymi, w których kumuluje jakąś wielką tajemnicę i obietnicę, co może dać książka.

A co daje nam autorka ?

Po raz kolejny wciągający kryminał, ciekawą intrygę, mocno rozgałęzione wątki, logicznie idące do puenty. Znów świetnie zarysowane tło społeczne – z jednej strony rodziny bohatersko poległych policjantów, otoczone szacunkiem i stanowiące niewątpliwie autorytet we wsi, z drugiej rodzina podpalacza, na której ciąży odpowiedzialność zbiorowa za czyny popełnione przed laty przez młodego Tytusa Weissa. Choć po dwóch pierwszych częściach sagi o policjantach wydawało się, że wszystko wiemy o mieszkańcach Lipowa, to jednak autorka potrafi zaskoczyć. Okazuje się, że worek z zagadkami jeszcze nie jest opróżniony. Bo kim, lub czym jest owa tytułowa „trzydziesta pierwsza” i jaki ma związek z powracającym złym bohaterem Lipowa ? I kim są nowe postacie : wspomniany Tytus Weiss, jego brat Filip, uporczywie przez autorkę zwany śmieciarzem, z racji wykonywanej przez siebie pracy. I kim jest tajemnicze rodzeństwo ze Szwecji, które mu grozi ?Pojawia się sierżant sztabowa Emilia Strzałkowska, która do Lipowa przyjeżdża na zastępstwo, ale z Danielem Podgórskim łączy ją przeszłość Kim jest doktor Jerzy Grala, przeczesujący tereny, na których przed kilkudziesięciu laty doszło do zbiorowego samobójstwa sekty Świątynia Witalisa Sobieraja ?

Sprawy pozornie ze sobą niezwiązane, osoby, które też wcześniej się nie spotkały – i zaklęty krąg odpowiedzialności, sprawiedliwości wymierzanej na własną rękę, poczucia winy,obietnice kiedyś złożone, uzurpowanie sobie prawa do oceny, co jest dobre a co złe. A morderca znów okazuje się ktoś inny. Bo w Lipowie tak już jest, że nic nie jest takie, jak wydaje się od początku.To właśnie główne zagadnienia trzeciej odsłony książek Katarzyny Puzyńskiej. I znów, to co też niezmienne u tej autorki – strasznie mnie intryguje i irytuje. Sięgając po jej książki wiem, że dostanę fajny kryminał, mocno umocowany w kontekście społecznym, powiązany z traumami z przeszłości. Natomiast jej maniera pisania, o której wspominałam przy okazji „Więcej czerwieni” strasznie mnie drażni. Uporczywe, natrętne i całkowicie bez sensu powtarzanie, przypominanie przy każdej okazji kto kim jest i jaką pełni funkcję sprawia, że w tej dobrze skonstruowanej powieści coś zgrzyta. Ale wydaje mi się, że z tej maniery pisania i wtłaczania czytelnikowi do głowy „wizytówek” bohaterów, Puzyńska uczyniła swój znak rozpoznawczy. Niech jej będzie, nauczyłam się już omijać je wzrokiem a fabuła rekompensuje ten nadmiar. Dlatego też polecam cykl o Lipowie : „ Motylek”, „Więcej czerwieni”, „Trzydziesta pierwsza”, chętnie też przeczytam tom IV ( w przygotowaniu) „ Z jednym wyjątkiem”. Polecam tez stronę http://www.katarzynapuzynska.pl/home/, gdzie autorka pisze o swoich bohaterach, przedstawia ich portrety ( ja wyobrażam sobie ich inaczej) a także zamieszcza zdjęcia tzw. „okoliczności przyrody”, w jakich toczy się akcja. Bo Lipowo to miejsce fikcyjne, ale zainspirowane prawdziwą miejscowością „ która nosi jednak zupełnie inną nazwę i nikt tam nikogo nie zabija !”. Jak wygląda, podejrzyjcie na wspomnianej stronie : http://www.katarzynapuzynska.pl/lipowo/

*******************************************************************************************

  Druga książka to coś dla miłośniczek tzw. czytadeł, bo książka Kasi Bulicz-Kasprzak „Dom na skraju” poza tą etykietkę nie wychodzi.

 Z okładki : Ulica Różana to spokojny zakątek ze starymi domami i wspaniałymi ogrodami. Tutejsi mieszkańcy są jak rodzina – lubią się i nienawidzą, intrygują i plotkują, kłócą się i godzą, poszukują miłości i szczęścia. Ciche wille na przedmieściu niewielkiego miasteczka pulsują emocjami mieszkających w nich kobiet.

Maria, żyjąca wspomnieniami młodzieńczego uczucia, w tajemnicy przed matką pisze płomienne poezje. Leokadia, która wiele lat temu straciła ukochanego męża, teraz usiłuje ratować małżeństwo wnuka. Marta już nie potrafi rozmawiać z Olgierdem, ale trudno jej żyć bez niego. Agata zakochuje się w żonatym mężczyźnie. Karolina, nie umiejąc się odnaleźć w roli żony i matki, postanawia odmienić swoje życie.
W dodatku po wielu latach nieobecności na Różaną wraca Wanda, a jej przyjazd może bardzo skomplikować sytuację dawnych przyjaciółek.
Każda z tych kobiet jest inna, łączą je marzenia o szczęściu i miłość do ogrodnictwa. Co łatwiej pielęgnować – róże czy uczucia?”.

  A co dostajemy ? Wniosek, że o różach chyba łatwiej pisać niż o uczuciach. 415 stron, które można by skrócić o połowę, nadając trochę dynamiki opowieści o kobietach, które niby mają problemy, ale więcej nad nimi dumają niż coś robią, a główne ich zajęcie sprowadza się i tak do kopania w ogródku i pielęgnacji roślin. Książka w pewnej mierze jest poradnikiem dla hodowców róż, bo każdy rozdział zaczyna się od opisu jednego z gatunków , który chyba w zamierzeniu miał być alegorią charakterów bohaterek pojawiających się w danym rozdziale. Marta, strasznie rozmemłana, taka cichutka, szara myszka, wraca do rodzinnego domu z Wrocławia, żeby odpocząć po rozwodzie z miłością swego życia, Olgierdem. Okazał się zły, niedobry, taki be, tylko nie bardzo wiemy dlaczego. Sylwia, o dekadę starsza, niezwykle atrakcyjna bizneswomen, która w mało cywilizowany sposób mści się na mężu i jego młodej, nowej żonie. Robi to, bo czuje się zraniona, czy z nudów ? . Agata, jej rywalka, nie wiadomo, czym się zajmuje, poza ogrodem, mężem, biżuterią i szczeniaczkiem oczywiście. Karolina, wiecznie skwaszona, zazdrosna, zmęczona wychowywaniem dwójki dzieci – o w tej to drzemią krwawe instynkty, które zrealizuje przy pomocy …króliczka. I starsze pokolenie pań z Różanej : matka Marty, Janina, to osoba nadopiekuńcza, starająca się rządzić życiem innych. Maria, jej przyjaciółka, wydaje się, że jedyna porządna w tym towarzystwie. Leokadia, seniorka i Wanda, córka marnotrawna małomiasteczkowej społeczności. To starsze pokolenie ma niejedno na sumieniu, a tajemnice wyjdą na jaw w najmniej spodziewanym momencie. Niestety wszystko to jest takie płytkie, powierzchowne, oparte tylko na gadaninie lub skrytych myślach poszczególnych pań. Mężczyźni generalnie są do niczego, ale obejść się bez nich trudno, więc lepiej, żeby byli. Zajmowanie się domem to męczarnia, ale od czego jest status matki-męczennicy. Zawiść i zazdrość w jednym stają domku itd., itp. Książka miała być opowieścią o przyjaźni, o tym , jak kobiety potrafią się wspierać ale i ranić, żeby bronić swojego terytorium. I te „przyjaźnie”, czasem zawiązywane na jeden wieczór, zmieniają się tu jak w kalejdoskopie. A wszystko w aromacie róż, senności małego miasteczka i niespodziewanej gwałtownej ulewy, która zburzy spokój i doprowadzi do tragedii, ale o tym poczytacie już w następnej książce „Szlachetne pobudki”.

Reklamy